Studyjnie

13/07/2009

To było istne szaleństwo! Mnóstwo ubrań niemożliwie upchanych w plecaku, wszelakie przyrządy do malowania paszczy, lampy w gotowości, tło rozwinięte! Chyba nikt sie nie spodziewał, że zajmie nam to prawie 5 godzin. Pogratulować należy przede wszystkim pannie Weronajce, która zaskoczyła mnie cierpliwością i pozytywną energią. Zmieniła się nieziemsko odkąd ją poznałam, twarz ma niesamowitą z tymi ostrymi rysami i zaskakującą plastycznością. Mlaskam w zachwycie! Co prawda widzę ją teraz w zupełnie odmiennym klimacie, ale myślę że się sprawdzi, jednak na efekty trzeba jeszcze chwilę poczekać bo na razie wszystko w powijakach. Ostatni weekend upłynął pod znakiem „Przedwiośnia” (najpierw nocne przygotowywanie ekspozycji, nazwalam to Nocą Wyjątkowo Kulturalną, a następnego dnia migawka Haralda rozgrzewała się do czerwoności podczas obrad jurorów). Popołudniowa sobota natomiast to było już tylko i wyłącznie pragnienie, by dwie godziny jazdy PKS-em minęły jak najszybciej, aby wieczorem poświęcić się tylko i wyłącznie cudownemu odpoczynkowi. Nie zawiodłam się. Jak zwykle było niezwykle. Z niedzielnych migawek najlepiej pamiętam ciepło słońca w parku, ławkę wśród wysokich traw, oraz twoje spojrzenie spod ledwo uchylonych powiek. W oczekiwaniu na efekty kolejnych Asjowych działań zapraszam do posmakowania najnowszych, całkiem świeżych strzałów panny W.
szalejemy

Reklamy