Ah ah ah! Znowu tam byłam! Mimo spóźnienia (o rety, o rety…!) Panna Paulina pojawiła się na dworcu zaopatrzona w parasol, po czym rozpoczęłyśmy zwyczajowy rajd. Ogromna kawa z cynamonem, pogawędki i szybka wizyta Konrada, który przyniósł papryczki chilli, które już przerobiłam na klipsy, później jeszcze inne drobne przyjemności jak wizyta u Czarnego Kota. A wieczór był nasz! Mimo myśli, że trzeba wstać dośc wcześnie, tematy do obgadania nie chciały się skończyć. A na koniec cudowny sen w nieprzyzwoicie wielkim łożu Pauliny! Natomiast do domu przywiozłam nowego lokatora, ma na imię Wacław i stoi na parapecie. Mruczę z zadowolenia!

a kto nam przygrywał?

Na początek proszę o włączenie:

Siedlisko Mroku przywitało mnie mgłą, oraz co zaskakujące- nieprawdopodobnym spokojem. A może było to wewnętrzne przerażenie, wyobrażenie tego, to tam się działo, które przez przypadek wzięłam za spokój? Cisza. Mgła. Brak wiatru. Wszechobecne gawrony spacerujące wśród baraków (i tłukące się w głowie pytanie: jak w każdym z tych pomieszczeń mieszkało nawet 800 osób?!). Nawet nie zauważam, że mija trzecia godzina spaceru…
majdanek

A na zakończenie:

A to dopiero! Stało się! Nareszcie! Wiekopomna chwila nadeszła w sobotę, 10go października w Mieście Świętej Wieży, a następnie przeniosłyśmy się z całym majdanem (tzn walizką Asjową oraz zakupami na wieczór) do Blaszki, czyli Królestwa Roztańczonej Aparatki. Filemona buszowała jak najęta, pogaduchom nie było końca, hulanki i swawole były czynione aż do późnych godzin nocnych, a później jakże słodki sen, sen, sen! Szary poranek wypędził nas z łóżek wprost do kuchni na wszelakie smakowitości, a godzina odjazdu tylko nakręcała nas na coraz to intensywniejsze pogawędki. Teraz tylko pozostało jak najszybciej planować powtórkę z rozrywki! Jedno jest pewne: spotkanie upewniło nas o cudownym pokrewieństwie dusz, którego nie można pozostawić ot tak. A później „święty” dworzec niczym wielki labirynt. I czerwony pociąg osobowy. I bliżej do celu. „Plan Dwudniowy” został wykonany, może bez szczególnych efektów póki co, ale nie daję się zniechęceniu mimo pogody która zaskoczyła chyba wszystkich. Przynajmniej bardzo się staram. Z informacji dodatkowych: wciąż kocham zapach terpentyny, podpowiadam, co powinna mieć w dłoni nierządnica, pochłaniam placki ziemniaczane oraz grzane wino, a mimo wielu przestóg zabieram do łóżka czarnego kota, a dłonie mam ponoć jak z plasteliny. I wciąż czuję niedosyt rozmów. Królewna z Czekolady.
merveille

Zbieraj znaczki!

25/05/2009

Swego czasu zbierało się kolorowe karteczki, naklejki z gum do żucia, dodatkowo siostra zbierała aktorów, brat wycinał piłkarzy a ja tylko gołe baby jeśli gdzies zauważę… . Zbierajmy zatem znaczki i bądźmy dumni ze swej kolekcji. Oto kolekcja znaczków Asjowych! Czyli krótka historia o tym, jak trzeba uważać na drzwi aby nie stracić tak przydatnej do wielu rzeczy prawej ręki, wspomnienie dzikich hulanek zwanych popularnie tańcem na rurze, oraz o tym że komunikatów w pociągu słucha się wyłącznie na maxa, a witając się z bliźnim nie zapominamy o myciu rąk, inaczej możemy zostać oznakowani tudzież naznaczeni. A z wc i tak zabrania się korzystać… co za los. Co jadł Hieronim B. żeby tak malować jak malował? drzwi fall troche hałasu ręka oznakowane wc