Tak, owszem- broniłam się ręcyma i nogyma oraz zapowiadałam, że oglądać nie zamierzam. Dodatkowo podburzyłam Sonję, aby też nie ważyła się oglądać. A to wszystko dlatego, iż mam obrzydzenie do pana Tarantino. Dlaczegóż? Poniewóż mieszkając jeszcze na 148 Baker Street, towarzystwo z całego domu (oprócz mnie, ja nafuczałam jak się patrzy i zamknęlam się w pokoju z widokiem na Kamienny Ogród) zebrało się w salonie by oglądać Kill Bill 2, a traf chciał że weszłam do salonu akurat podczas sceny w której ktoś komuś wyrywał oko. Co dalej stało się z okiem nie wiem, natomiast entuzjastycznie zamknięte przeze mnie na znak protestu drzwi w salonie niemal wyleciały z futryny. Wszelkie krwawe sceny powodują u mnie palpitacje serca, drgawki, obrzydzenie, wysypkę oraz całą gamę różnorakich uczuć i reakcji których nie sposób tu teraz wymienić. Nie sposób, lub nie wypada na forum. Ale pomijając wątki poboczne i wracając do głównego: dzisiaj byłam, widziałam, oczy zasłaniałam i uszy zatykałam. Chociaż spodziewałam się, że będę zasłaniać i zatykać częściej, a może i nawet przez cały film. A tu proszę, zaskoczenie! Muzyka na plus. Zdjęcia na plus. Piękna pani w czerwieni na plus (też kupię sobie woalkę!). Dwóch panów aktorów na plus (pamiętne oglądanie „Bandyty” z Triss), oraz Pan siedzący obok mnie na plus największy- gdyby nie jego obecność, musiałym wbijać paznokcie w krzesło albo całkiem się pod nie schować i siedzieć tam w kucki. A później wyścig z czasem, bo auć! już ta godzina! autobus! prędko! A teraz wracam do świata moich filcowych kotów oraz książki pana Klimko- Dobrzanieckiego. I chciałabym przyspieszyć czas.

Reklamy

Wernisażowo buszowaliśmy w piątek. Wsjo wyszło pozytywnie, wino wypite zostało, pogawędki uskutecznione… A w głowie Asjowej wojaże październikowe, a będzie ich sporo, oj sporo! „Nie usiedzi na miejscu ten, kto serce ma! Chodźcie razem z nami chłopcy, zaczyna się gra!” No to chlup!
wernisaz
i coś do posłuchania, dostałam natchnienia na takie starocie po wczorajszym seansie filmu „Afonia i pszczoły”. Cóż, zawsze lubiłam Rosjan!

czarnowiśniowe ukłony,
Silna Asjaa

Kinowałyśmy wczoraj z Panną Kozłoską. Studyjnie, w WDK, z okazji wakacyjnej akcji „Kino po Europie”. GranatowyPrawieCzarny. Kilka ładnych zdjęć. W połowie filmu przydał się Harald- pofociliśmy po ciemku. Dawid uważa, że nie wolno focić w kinie i mogliby zabrać mi Haralda. Niech no by tylko spróbowali, ha! Po kinowaniu poszłyśmy na godzinne kawkowanie przy lemoniadzie i kokosowym Geralcie. Wczorajsze inspiracje: The power of orange knickers (Tori Amos feat. Damien Rice) oraz Teatr im. Żeromskiego w CK. Nowe plany sesyjne w głowie Asjowej, czyli w drodze. A poniżej: granatowo, prawie czarno.
granatowy