Echo wernisażu

15/12/2009

Krótko, ale treściwie. Jednak tam nie przeczytasz o tym, jak Asji trzęsły się nogi, ani o tym jakie było wino, oraz ile osób przyszło na wernisaż. Do poczytania tu: http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091215/KULTURA05/336100336
Szybko, powernisażowo i celem poinformowania gawiedzi
(fot.D.Łukasik)
A skoro stres opadł był…mogę spokojnie zająć się myśleniem o tym, czy za tydzień umrę zgłodu, wychłodzenia, przeciążenia, czy zginę w lawinie lub jakis inny wyrafinowany sposób…a może wszystko pójdzie dobrze i złapię bakcyla ”górskiego”? To się wszystko okaże!

I jeszcze niebezpieczna pani:

(fot.Marcin J. Białek)
i kilka wernisażowych:

(fot. Marcin J. Białek http://nafaliswiatla.blogspot.com/)

Wariacki dzień był dzisiaj. Wczoraj i przedwczoraj też. Zaczęło się od statuetki Skalbimira, łuhuu! Później było wybieranie zdjęć na poniedziałkową wystawę, wczoraj basenowy kick-boxing, a dzisiaj niespodziewanie dostałam z drukarni zdjęcia i zaproszenia, które rozchodza się jak nie przymierzając świeże bułeczki albo czekolada alpen gold z orzechami (obowiązkowo w zielonym opakowaniu). I mimo kilku niekoniecznie wesołych niespodzianek jest dobrze. Intensywnie, ale to tylko do poniedziałku, i bedzie można odetchnąć. Oglądający zaproszenie- czujcie się zaproszeni! A dodatkowo do posłuchania Nick Cave, który w ogóle mnie nie uspokaja. Ale cóż. Taki los.
PS. kijki kupiłam!!!

Asjaa



do you love me?

and stay all night with me

Kto dogoni kota?

04/12/2009

-Ja miałbym się lękać? – Reynevan z poważną miną włączył się do gry. – Ja? Ja jestem jeszcze lepszy. Jestem czarnoksiężnikiem, znam artes prohibitae. Mam to we krwi, cały na wskroś przesycony jestem straszliwą czarną magią. Gdy sikam, nad strugą moczu pojawia się tęcza.
-Ha! Musisz mi pokazać.
-Nadto – oświadczył dumnie – jestem husytą. W święta chodzę całkiem goły i nie mogę się doczekać dnia, kiedy żony będą wspólne. Jestem również, ostrzegam, kacerzem. Czy wiesz, drogie dziewczę, skąd ta nazwa? Bierze się, jak uczy Alanus ab Insulis, od kota. Na naszych tajemnych kacerskich zgromadzeniach Szatan objawia nam się pod postacią czarnego kocura, któremu my, heretycy i husyci, zadzieramy ogon i kolejno całujemy w jego kocią dupę (…).
-Dobranoc Reinmarze. Milych snów.

(„Lux perpetua”, str. 306, wyd. supernowa)

Dzisiaj z rana przywędrował na tyły BWA gość, zaglądając do mnie przez okno. Chyba nie spodziewał się, że trafi na sesję zdjęciową. A tu proszę. Szast prast, i jest! Kot poprzyglądał mi się przez szybę, po czym z gracją przeszedł na sąsiedni dach. Obrócił się kilkakrotnie, a następnie wypiął rzyć i powędrował dalej. Nie było czasu go łapać i całować pod zadarty ogon.

Kota dedykuję pannie mruczącej http://pomruki.wordpress.com/

w piątek 13-go

12/11/2009

kielian plakat
Już jutro o godzinie 17.00 w Galerii ZPAP „Tycjan”, ul. Sienkiewicza 29, Plac Artystów. Bardzo sentymentalnie zresztą.

A oto niebo Asjowe. W przerwie między dłubaniem linorytu (ukony dla Lito-Ilo), wybieraniem zdjęć na wystawę Małych Odkrywców, jedzeniem czekoladowych pyszności a randkami z Magdaleną znalazłam chwilę czasu aby je zatrzymać okiem Haralda. A dzisiaj Natka udawała że wielce interesują ją postimpresjoniści i bez słowa sprzeciwu kładła się na podłodze, aby choć trochę wyglądac jak slynna postać Michała Anioła. A ja nie lubię używać cudzego aparatu! No nie lubię i z tego powodu dzisiaj przed dobre pół godziny wstrzymywalam oddech. Uff! Jutro ostatnia szansa przygotowania rzeczy na poniedziałkowy wernisaż. I tak jestem pewna, że w poniedziałek okaże się, że trzeba w mgnieniu oka załatwić pięć tysięcy trzysta osiem zapomnianych spraw. Plakat już w drodze. Kompas ustawiony na Breslau. Żółć zalewa tych, których ma zalewać (jak twierdzi Iloko), a ja i tak zdjęcia sama sobie czynić będę czym tylko zechcę. A moja błękitna krew zagotuje się już jutro… blisko, coraz bliżej! A dodatkowo przygotowania do zgro, plany i kombinacje blaszkowe, nerwy i wiktoriańscy lekarze. Tak czy siak warto nazywac rzeczy po imieniu.

I moje przekrzywione niebo
niebo
niebo2

Może to dzięki popijaniu marokańskiej mięty (która niczym nie różni się w smaku od mięty polskiej, chociaż może to nie jest polska mięta tylko ciągle marokańska, a że o tym nie wiem, to marokańską traktuję jak polską całkiem niesłusznie? tak czy siak była jak najbardziej miętowa) miałam dzisiaj wenę twórczą. Właściwie to entuzjazm do wydrapania linorytu rozbudziłam w sobie już tydzień temu na zajęciach laboratoryjnych tycjanowych, po czy przez tydzień mogłam trawić pomysł. No i proszę! Zakochałam się! Całkiem i na zawżdy! Śmiertelnie wręcz! Ja już widzę moje ściany w Breslau! Będzie się działo. A w planach wypożyczenie chabety, rozbieranie Olgi, oraz inauguracyjna wystawa fotografii wspólnego projektu KSF. A poniżej laboratoryjne zdjęcia. Zobacz, w jakiej robocie zakochała się Asjaa!
walki

All that is thirst

24/08/2009


Asjaa wieczorową porą, kiedy w powietrzu czuje się już jesień, jesień, jesień. A jako dodatek mimo iż nie ciągnie mnie, by poznawać więcej utworów. Teraz jest dobrze. Wrocław od zawsze poddaje się ostatni. Tyle mam wspomnień. A tylu nie mam. Żałuję tylko, ze nie pisałam od samego początku, co dzień..byłaby niezła epopeja, przez czym jednocześnie można by konstatować bezpośrednią paralelę do Promethidiona…a tak została tylko suszona kulka pająka. Zawsze coś. Wyobrażam sobie moje mieszkanie w Breslau: ciepłe i zimne, zdjęciowe i pracowniane, czerwone, z mocnymi akcentami kolorystycznymi i dużą wanną. Z lustrem na suficie w sypialni, zgodnie z planem jaki stworzyłyśmy z HMRQ. Dawid zapytał jak odreagowuję rózne rzeczy. Foceniem! Dzisiaj własnie o tym myślałam. Niesamowicie to dla mnie emocjonalne zajęcie. Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę. A póki co wracam do mojego linoleum, w ktorych zakochałam sie bez pamięci. Eternal sunshine of the spotless mind! God kveld!

Dzisiaj zakończyłyśmy z Natką szaleńczy wyścig z czasem. Wszystko oczywiście się udalo, łuhuu! Wakacje już mam! Tarzam się ze szczęścia po klepisku i wydaję ciężko zarobione pieniądze. A zanim wyruszę, wrzucam zdjęcia pt. „Asjaa widziana oczami małych odkrywców”, cwaniaki wczoraj zapolowały na mnie ze swoimi aparacikami, chowałam się za plecami Haralda, ale jak widać, na niewiele się to zdało. Takie cuda! A tymczasem pakowanie czas zacząć i…wyruszyć! Ukłony, Asjaa.
asjaa
A żeby było letnio i wakacyjnie, to towarzyszy mi ta piękna pani poniżej, o!

dobrze mi ah, jak dobrze mi!

I jeszcze bonusowo: najpiękniejsza kobieta, jaką znam. Kari!

Fragment od 2:37 ulubiony, bardzo Asjowy!

Mali odkrywcy powoli dobiegają końca. Prowadzimy ostatnią grupę i….łuhuu! od czwartku zaczynam wakacjowanie asjowe! Ale do rzeczy…dzisiaj w wyniku niekoniecznie zachwycających warunków pogodowych zmodyfikowaliśmy troszku trasę naszej wycieczki po zabytkach CK. Wywiało nas aż na stadion, a później pobuszowaliśmy na Starym Cmentarzu. Poniżej kilka najciekawszych obiektów znalezionych na wyprawie (oderwałam sie na chwilę od zdjęć z sesji inspirowanej Jaaną z Tegel, ufff). I tak od góry: 1) Canon z gripem, 2) patrz w górę! na stadionie, 3) gospodarze górą, goście kanałami!!! 4) patrz pod nogi, a znajdziesz oczko, 5) właśnie takich butów jestem fanką!, 6) obraz znaleziony nie w Smoczej Jaskini, ale na grobowcu. Tymczasem idę popatrzeć na to, co warto spakować, by w czwartkową podróż wyruszyć, a powinnam być cała, zdrowa i na pierwszy rzut oka niepokalana. A zatem, klękajcie narody!
mali odkrywcy 3

Środowo

29/07/2009

Od rana się chmurzy. Brr, a może z jednej strony to i lepiej. Drugi turnus Małych Odkrywców to szaleństwo i zaganianie dzieciąt do kupy, znaczy się do grupy. Cóż, bywa i tak. Tymczasem dzisiaj biznesować będę i marzę o tym, by sie udało i dobrze wszystko poszło. Okaże się na miejscu zatem. Wczoraj kilka cudów w mieście odnalazłam, ale w tej chwili czas nie pozwala na chociażby zmniejszenie ich. Ale kiedyś się wezmę. Póki co- wspomnienia zeszłego gorącego tygodnia, nie wiedzieć czemu to jakieś ”greckie skojarzenia” są. A co!
miastowo2