Ah ah ah! Znowu tam byłam! Mimo spóźnienia (o rety, o rety…!) Panna Paulina pojawiła się na dworcu zaopatrzona w parasol, po czym rozpoczęłyśmy zwyczajowy rajd. Ogromna kawa z cynamonem, pogawędki i szybka wizyta Konrada, który przyniósł papryczki chilli, które już przerobiłam na klipsy, później jeszcze inne drobne przyjemności jak wizyta u Czarnego Kota. A wieczór był nasz! Mimo myśli, że trzeba wstać dośc wcześnie, tematy do obgadania nie chciały się skończyć. A na koniec cudowny sen w nieprzyzwoicie wielkim łożu Pauliny! Natomiast do domu przywiozłam nowego lokatora, ma na imię Wacław i stoi na parapecie. Mruczę z zadowolenia!

a kto nam przygrywał?

Reklamy