Na początek proszę o włączenie:

Siedlisko Mroku przywitało mnie mgłą, oraz co zaskakujące- nieprawdopodobnym spokojem. A może było to wewnętrzne przerażenie, wyobrażenie tego, to tam się działo, które przez przypadek wzięłam za spokój? Cisza. Mgła. Brak wiatru. Wszechobecne gawrony spacerujące wśród baraków (i tłukące się w głowie pytanie: jak w każdym z tych pomieszczeń mieszkało nawet 800 osób?!). Nawet nie zauważam, że mija trzecia godzina spaceru…
majdanek

A na zakończenie:

Wieczornie. Muzycznie. Asjowo. ADHD.

..nieziemsko

20/10/2009

Odleciałam. Padłam z wrażenia. Nieprawdopodobne. Dawno nic mnie tak nie sponiewierało, jak ten utwór.

Cieszę się, że rzadko wyrzucam bilety. Najczęściej jest tak, że zaraz po nabyciu wrzucam je to portfela albo torby, gdzie są one magazynowane przez bliżej nieokreślony czas. Czystkę robię dopiero wówczas gdy ciężka torba masakruje mi ramię i kręgosłup. Cóż poradzić, taka przypadłość zwana chomikowaniem (moja rodzicielka nazywa to inaczej- absolutnym bałaganiarstwem). Wczoraj natomast wpadłam na pomysł, by podliczyć, ile to juz kilometrów przebyłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy…i ile jeszcze mnie czeka do przebycia- a plany już są. Jak tylko podliczę- dam znać. Tymczasem sobotnie Junno przywitało nas godnie. Kot z poszarpanymi uszami mruczał i ślinił się niemiłosiernie, psy licząc na jakiś ochłap łasiły się do nóg, w kominku hulała pożoga, a pasący sie na polu byk obrzucił nasza hałaśliwą gromadę pogardliwym spojrzeniem. Powrót to przeszłości. Asjaa jak nie lubiła żurku- tak nadal nie lubi, a dodatkowo zamartwia się milijonem spraw które siedzą jej w głowie. Na szczęście wyszło słońce i wypędziło szare myśli, trujące substancje pozostające w organizmie ulotniły się i można było odetchnąć. W drodze przed Polskę prowadził nas niezastąpiony dżi pi es, aksamitnym głosem udzielając wskazówek: „za.sto.metrów.skręć.w.lewo”, który jednak podczas jazdy z powrotem trochę pomieszał nam szyki. A później tylko herbata, ciepło i cisza. A myśli nadal się kłębią, ale tym razem pozytywne, słońce świeci a nad miastem snuja sie jesienne dymy. Kłęby, dymy, grzyby, obłoki/ i jeszcze widzimy kontury rzeczy/ kolorów boki…

Dlaczego dziwisz się że widzę to, o czym ty czytałeś tylko w książkach?

kot śliniak

A to dopiero! Stało się! Nareszcie! Wiekopomna chwila nadeszła w sobotę, 10go października w Mieście Świętej Wieży, a następnie przeniosłyśmy się z całym majdanem (tzn walizką Asjową oraz zakupami na wieczór) do Blaszki, czyli Królestwa Roztańczonej Aparatki. Filemona buszowała jak najęta, pogaduchom nie było końca, hulanki i swawole były czynione aż do późnych godzin nocnych, a później jakże słodki sen, sen, sen! Szary poranek wypędził nas z łóżek wprost do kuchni na wszelakie smakowitości, a godzina odjazdu tylko nakręcała nas na coraz to intensywniejsze pogawędki. Teraz tylko pozostało jak najszybciej planować powtórkę z rozrywki! Jedno jest pewne: spotkanie upewniło nas o cudownym pokrewieństwie dusz, którego nie można pozostawić ot tak. A później „święty” dworzec niczym wielki labirynt. I czerwony pociąg osobowy. I bliżej do celu. „Plan Dwudniowy” został wykonany, może bez szczególnych efektów póki co, ale nie daję się zniechęceniu mimo pogody która zaskoczyła chyba wszystkich. Przynajmniej bardzo się staram. Z informacji dodatkowych: wciąż kocham zapach terpentyny, podpowiadam, co powinna mieć w dłoni nierządnica, pochłaniam placki ziemniaczane oraz grzane wino, a mimo wielu przestóg zabieram do łóżka czarnego kota, a dłonie mam ponoć jak z plasteliny. I wciąż czuję niedosyt rozmów. Królewna z Czekolady.
merveille

Wernisażowo buszowaliśmy w piątek. Wsjo wyszło pozytywnie, wino wypite zostało, pogawędki uskutecznione… A w głowie Asjowej wojaże październikowe, a będzie ich sporo, oj sporo! „Nie usiedzi na miejscu ten, kto serce ma! Chodźcie razem z nami chłopcy, zaczyna się gra!” No to chlup!
wernisaz
i coś do posłuchania, dostałam natchnienia na takie starocie po wczorajszym seansie filmu „Afonia i pszczoły”. Cóż, zawsze lubiłam Rosjan!

czarnowiśniowe ukłony,
Silna Asjaa