Na początek będzie takie mrugnięcie okiem:

Wyrzuty sumienia mnie nie dręczą, „Narrenturm” wysluchane już prawie do końca, plany zdjęciowe są, a De hellige skrifter już za chwilę będą na em pe trójce gotowe do słuchania. Z pozostałych nowości- jestem córką rewolucjonisty z gwiazdką na czapce, biegam po Empiku z radosnym okrzykiem ”hurra!” na ustach, mam słabość do koksiarzy, natomiast nie mam pojęcia jakie jest rozszerzenie pliku plakatowego na galeryjne warsztaty, w głowie dojrzewa mi myśl o przeprowadzce, dodatkowo kłębią mi się pod sufitem tęsknoty za HMRQ i paswezjami, nastawiam sie pozytywnie na listopadowe spotkanie z Triss, na październikowe gory z B., oraz na najbliższopiątkowe spotkanie owocowe. Ponadto powernisażowane już, nosy zostały utarte, a balonik napełniony dumą został przebity i leżal w kącie niczym szmatka. Natomiast nasze dzisiejsze pogaduchy z Natką sprowadziły się do pojęcia Acedii oraz diagnozowania u siebie neurastenii, którą to leczy się hydroterapią. No to plusk!

Adsumus!

16/09/2009

Adsumus, czyli Rozkosze Asjowe. Nieprawdopodobne. Posłuchajcie…

A oto niebo Asjowe. W przerwie między dłubaniem linorytu (ukony dla Lito-Ilo), wybieraniem zdjęć na wystawę Małych Odkrywców, jedzeniem czekoladowych pyszności a randkami z Magdaleną znalazłam chwilę czasu aby je zatrzymać okiem Haralda. A dzisiaj Natka udawała że wielce interesują ją postimpresjoniści i bez słowa sprzeciwu kładła się na podłodze, aby choć trochę wyglądac jak slynna postać Michała Anioła. A ja nie lubię używać cudzego aparatu! No nie lubię i z tego powodu dzisiaj przed dobre pół godziny wstrzymywalam oddech. Uff! Jutro ostatnia szansa przygotowania rzeczy na poniedziałkowy wernisaż. I tak jestem pewna, że w poniedziałek okaże się, że trzeba w mgnieniu oka załatwić pięć tysięcy trzysta osiem zapomnianych spraw. Plakat już w drodze. Kompas ustawiony na Breslau. Żółć zalewa tych, których ma zalewać (jak twierdzi Iloko), a ja i tak zdjęcia sama sobie czynić będę czym tylko zechcę. A moja błękitna krew zagotuje się już jutro… blisko, coraz bliżej! A dodatkowo przygotowania do zgro, plany i kombinacje blaszkowe, nerwy i wiktoriańscy lekarze. Tak czy siak warto nazywac rzeczy po imieniu.

I moje przekrzywione niebo
niebo
niebo2

W tej reklamie zakochałam się od pierwszego spojrzenia! Pewnego deszczowego popołudnia, jeszcze w Imperium Rozpusty (albo w Cesarstwie Kłamstwa, nie pamiętam już szczegółów) na Crawley Green oglądałyśmy razem z HMRQ wszelakie zakazane reklamy i traf chciał że wpadła nam w oczy właśnie ta. Gdybym marzyła o weselu, to moje wyglądałoby właśnie tak! Moją nadzieją na zabawę na takiej imprezie jak w tej reklamie jest jednak Emily, która tak czy siak wyjedzie do Skandynawii i liczę, że taki balet zorganizuje. Ja osobiście podejmuję się dostarczenia błota, żywego świniaka, świętego pala aby przy nim tańcować, natomiast zapraszaniem malowniczej i nienażartej hałastry niechaj zajmują się gospodarze. Póki co zapraszam do oglądania, a całość dedykuję Emi.


Jesiennie już. A Wongraven z tym projektem jest nieziemsko jesienny. Dziś mogę słuchać na okrągło. Przypominają mi się Dni Kultury w 2001 kiedy dostałam go na kasecie. Cały „Fjelltronen” działa na mnie tak, że mam ciarki od góry do dołu i z powrotem. I znów mam ochotę czytać norweskie książki.
Wongraven wie, co robi tworząc takie utwory. Posłuchaj, to do ciebie.