Marokańska mięta & Laboratoria Plastyczne

29/08/2009

Może to dzięki popijaniu marokańskiej mięty (która niczym nie różni się w smaku od mięty polskiej, chociaż może to nie jest polska mięta tylko ciągle marokańska, a że o tym nie wiem, to marokańską traktuję jak polską całkiem niesłusznie? tak czy siak była jak najbardziej miętowa) miałam dzisiaj wenę twórczą. Właściwie to entuzjazm do wydrapania linorytu rozbudziłam w sobie już tydzień temu na zajęciach laboratoryjnych tycjanowych, po czy przez tydzień mogłam trawić pomysł. No i proszę! Zakochałam się! Całkiem i na zawżdy! Śmiertelnie wręcz! Ja już widzę moje ściany w Breslau! Będzie się działo. A w planach wypożyczenie chabety, rozbieranie Olgi, oraz inauguracyjna wystawa fotografii wspólnego projektu KSF. A poniżej laboratoryjne zdjęcia. Zobacz, w jakiej robocie zakochała się Asjaa!
walki

Jedna odpowiedź to “Marokańska mięta & Laboratoria Plastyczne”

  1. g8 Says:

    pierwsze najlepsze
    est


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: